Głosuj na tego artystę!
|
|
Andrzej Piaseczny
W latach 90-tych był idolem nastolatek. Trwał na mocnej fali wznoszącej. Nagrywał płyty, koncertował, grał w serialu. Punktem zwrotnym w karierze okazał się rok 2001. Dokładnie występ na Festiwalu Eurowizji. Zajął tam 4. miejsce. Tyle, że od końca. Złośliwi rozpisywali się wówczas o jego upadku.
Wówczas uznał, że potrzebuje jakiegoś wentyla i nagle zniknął. Zbudował dom pod Kielcami i tam osiadł. Media go omijały, on też starał się nie wchodzić im w drogę. Nabierał dystansu do świata. I tworzył. Z czasem okazało się, że tę niby porażkę, którą mu wytykano, przekuł w sukces. Po kilku latach powrócił na sam szczyt. Potwierdzają to nagrane w ubiegłym roku dwa albumy: „Spis rzeczy ulubionych” – efekt wspólnej pracy z Sewerynem Krajewskim, oraz „Na przekór nowym czasom – live” (koncertowa wersja „Spisu…”). Dziś jego utwory są dojrzałe i liryczne, jak choćby „Chodź, przytul, przebacz”, „Rysowane Tobie”, czy „Chcieć i już”. – „Dostałem od niego jedną piosenkę, drugą, przy kolejnej płycie udało mi się znowu poprosić go o jeden czy dwa numery.” – opowiadał o współpracy z Krajewskim. Praca nad materiałem trwała wiele miesięcy, zarówno w leśnej samotni kompozytora, jak i w warszawskim studiu nagraniowym. O produkcję muzyczną albumu zadbał Rafał Paczkowski (współpracował m.in. z Edytą Górniak, Ryszardem Rynkowskim, Lady Pank i duetem Borysewicz-Kukiz), który melodiom Krajewskiego nadał nowy szlif.
W jednym z ostatnich wywiadów Piaseczny stwierdził, że jest dzisiaj człowiekiem szczęśliwym. I dodał – „Gdybym w tej chwili chciał więcej od życia, byłbym zachłanny. A nie jestem”. Dziś znów jest na fali. I z pewnością długo jeszcze się na niej utrzyma.
Foto: Jacek Poremba / Sony Music




